czwartek, 19 lipca 2012

    Mój pierwszy krok w chmurach

   Po długiej przerwie postanowiłem ożywić blog i opisać moje pierwsze zlecenie. Myślę, że może przyda się to początkującym, którzy swoją karierę wiążą z pisaniem tekstów. Przyznam się szczerze, było nerwowo
, bardzo nerwowo z mojej strony. Obawy, czy się sprawdzę, czy styl mojego pisania przypadnie do gustu zleceniodawcy, wzięły górę nad warsztatem. Wena nie chciała mnie jakoś odwiedzić, a przed oczami miałem tylko rozmazaną strachem klawiaturę. Mgła. Po wypiciu morza kawy moje palce wreszcie uderzyły
w klawisze...
    Z dzisiejszej perspektywy widzę, że zazwyczaj strach ma większe oczy, niż to jest konieczne, no ale debiuty rządzą się swoimi prawami. Nie powiedziałem jeszcze najważniejszego, jakie to było zlecenie? Otóż zlecenie było na dziesięć tekstów po 1500 znaków ze spacjami i dotyczyło tematyki związanej ze sztuką. Nie wymagana była jakaś specjalnie wysoka jakość, ale nie mogły być to też gnioty z mieszarki, ubrane
 w pawie piórka - coś pośredniego między zapleczem, a preclami. Dodam tylko, że to zlecenie mnie o tyle zaskoczyło, że pojawiło się dziesięć minut po złożeniu przeze mnie pierwszej oferty w życiu. Muszę jeszcze jedną rzecz dodać, zlecenie było z gatunku na dziś, na teraz, na wczoraj. Chyba każdy piszący spotkał się
z tego typu zleceniami i doskonale rozumie moją mgłę nad klawiaturą. Na całe szczęście wszystko skończyło się dobrze, a z moim pierwszym zleceniodawcą współpracuję owocnie do dzisiaj.
 Uchylę teraz kawałek rąbka tajemnicy i zdradzę temat mojego następnego wpisu, będzie o drugim zleceniu - 55 tekstów na zaplecze o tematyce -  architektura, urbanistyka, projektowanie - czas realizacji 48 godzin. Jak i czym się to skończyło opiszę w następnym poście.