Długa przerwa w pisaniu bloga była spowodowana zwykłym brakiem czasu. Niestety, choć pracy przybywa to wymierne korzyści są coraz mniejsze. Wygląda na to, że doba powinna mieć 48 godzin.
W innym przypadku chyba dostanę skośne oczy i wyrosną mi drugie plecy. Wracając do tematu, który miałem poruszyć - 55 tekstów w dwa dni. Teksty merytoryczne, ale w lekkiej i swobodnej formie - takie było główne założenie. Mimo siódmych potów i rozgrzanej jak cegła klawiatury - wszystko skończyło się dobrze. Trafiłem na bardzo fajnych zleceniodawców, którzy oprócz poczucia humoru, wiedzieli czego chcą. Ogólnie byli bardzo zadowoleni, choć ja klikając WYŚLIJ nie wyglądałem na pakera. Wyniosłem z tego dodatkową, bardzo cenną nauczkę - żadnych zleceń, które ze względu na ilość i czas - mogą mnie doprowadzić do lunatykowania lub internetowej choroby morskiej.
W następnym wpisie poruszę temat seo+seppuku, czyli pisanie za 1 złoty polski.
sobota, 22 września 2012
niedziela, 19 sierpnia 2012
Witam.
Założyłem ten blog z myślą o stworzeniu takiego miejsca, w którym adepci sztuki pisania tekstów na zlecenie będą mogli wymieniać swoje poglądy i uwagi. W miarę możliwości postaram się zamieszczać posty związane z moimi najciekawszymi zleceniami. Będzie śmieszno i wesoło , ale będzie też smutno i gorzko - samo życie. Jeśli chcecie podzielić się swoimi doświadczeniami, macie na sumieniu ciekawe lub ''dziwaczne'' zlecenia - opiszcie je, może wspólnie zrobimy z tego księgę humoru - tekściarzy do wynajęcia.
Serdecznie zapraszam.
Założyłem ten blog z myślą o stworzeniu takiego miejsca, w którym adepci sztuki pisania tekstów na zlecenie będą mogli wymieniać swoje poglądy i uwagi. W miarę możliwości postaram się zamieszczać posty związane z moimi najciekawszymi zleceniami. Będzie śmieszno i wesoło , ale będzie też smutno i gorzko - samo życie. Jeśli chcecie podzielić się swoimi doświadczeniami, macie na sumieniu ciekawe lub ''dziwaczne'' zlecenia - opiszcie je, może wspólnie zrobimy z tego księgę humoru - tekściarzy do wynajęcia.
Serdecznie zapraszam.
czwartek, 19 lipca 2012
Mój pierwszy krok w chmurach
Po długiej przerwie postanowiłem ożywić blog i opisać moje pierwsze zlecenie. Myślę, że może przyda się to początkującym, którzy swoją karierę wiążą z pisaniem tekstów. Przyznam się szczerze, było nerwowo
, bardzo nerwowo z mojej strony. Obawy, czy się sprawdzę, czy styl mojego pisania przypadnie do gustu zleceniodawcy, wzięły górę nad warsztatem. Wena nie chciała mnie jakoś odwiedzić, a przed oczami miałem tylko rozmazaną strachem klawiaturę. Mgła. Po wypiciu morza kawy moje palce wreszcie uderzyły
w klawisze...
Z dzisiejszej perspektywy widzę, że zazwyczaj strach ma większe oczy, niż to jest konieczne, no ale debiuty rządzą się swoimi prawami. Nie powiedziałem jeszcze najważniejszego, jakie to było zlecenie? Otóż zlecenie było na dziesięć tekstów po 1500 znaków ze spacjami i dotyczyło tematyki związanej ze sztuką. Nie wymagana była jakaś specjalnie wysoka jakość, ale nie mogły być to też gnioty z mieszarki, ubrane
w pawie piórka - coś pośredniego między zapleczem, a preclami. Dodam tylko, że to zlecenie mnie o tyle zaskoczyło, że pojawiło się dziesięć minut po złożeniu przeze mnie pierwszej oferty w życiu. Muszę jeszcze jedną rzecz dodać, zlecenie było z gatunku na dziś, na teraz, na wczoraj. Chyba każdy piszący spotkał się
z tego typu zleceniami i doskonale rozumie moją mgłę nad klawiaturą. Na całe szczęście wszystko skończyło się dobrze, a z moim pierwszym zleceniodawcą współpracuję owocnie do dzisiaj.
Uchylę teraz kawałek rąbka tajemnicy i zdradzę temat mojego następnego wpisu, będzie o drugim zleceniu - 55 tekstów na zaplecze o tematyce - architektura, urbanistyka, projektowanie - czas realizacji 48 godzin. Jak i czym się to skończyło opiszę w następnym poście.
Po długiej przerwie postanowiłem ożywić blog i opisać moje pierwsze zlecenie. Myślę, że może przyda się to początkującym, którzy swoją karierę wiążą z pisaniem tekstów. Przyznam się szczerze, było nerwowo
, bardzo nerwowo z mojej strony. Obawy, czy się sprawdzę, czy styl mojego pisania przypadnie do gustu zleceniodawcy, wzięły górę nad warsztatem. Wena nie chciała mnie jakoś odwiedzić, a przed oczami miałem tylko rozmazaną strachem klawiaturę. Mgła. Po wypiciu morza kawy moje palce wreszcie uderzyły
w klawisze...
Z dzisiejszej perspektywy widzę, że zazwyczaj strach ma większe oczy, niż to jest konieczne, no ale debiuty rządzą się swoimi prawami. Nie powiedziałem jeszcze najważniejszego, jakie to było zlecenie? Otóż zlecenie było na dziesięć tekstów po 1500 znaków ze spacjami i dotyczyło tematyki związanej ze sztuką. Nie wymagana była jakaś specjalnie wysoka jakość, ale nie mogły być to też gnioty z mieszarki, ubrane
w pawie piórka - coś pośredniego między zapleczem, a preclami. Dodam tylko, że to zlecenie mnie o tyle zaskoczyło, że pojawiło się dziesięć minut po złożeniu przeze mnie pierwszej oferty w życiu. Muszę jeszcze jedną rzecz dodać, zlecenie było z gatunku na dziś, na teraz, na wczoraj. Chyba każdy piszący spotkał się
z tego typu zleceniami i doskonale rozumie moją mgłę nad klawiaturą. Na całe szczęście wszystko skończyło się dobrze, a z moim pierwszym zleceniodawcą współpracuję owocnie do dzisiaj.
Uchylę teraz kawałek rąbka tajemnicy i zdradzę temat mojego następnego wpisu, będzie o drugim zleceniu - 55 tekstów na zaplecze o tematyce - architektura, urbanistyka, projektowanie - czas realizacji 48 godzin. Jak i czym się to skończyło opiszę w następnym poście.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)